Rocznica zamordowania Generała "Nila"
Dziś mija 59. rocznica mordu sądowego na wielkim polski bohaterze narodowym, generale Auguście Emilu Fieldorfie. Jego biografia to historia całego życia poświęconego Polsce i Wolności, ale też swojej rodzinie. Do niej zaraz wrócę. Wcześniej jednak mniej przyjemna prawda dotycząca śmierci a także pamięci o naszym bohaterze narodowym.
Generał Nil, który przeżył wojnę z bolszewikami, II wojnę światową został w końcu zamordowany przez żydokomunę w sfingowanym procesie. Oprawcy generała nie byli komunistami polskimi czy rosyjskimi. Oni wszyscy byli narodowości żydowskiej. Nie piszę tego, by się znęcać nad kimkolwiek, nie jest to pisane w imię jakiejś antysemickiej fobii, tylko w imię prawdy. Bo w obecnej poprawności politycznej wyrażenie żydokomuna jest zakazane. Tymczasem jest ono prawdziwe, a najlepiej świadczy o tym tragiczna historia gen. Nila, a także próby dochodzenia do prawdy o Jego śmierci przez córkę Marię, zmarłą niedawno. Niestety jak ktoś zna całą tą historię to żadni lewacy nie wmówią mu, że nie było żydokomuny i że nie ma ona do dziś wpływów na salonach. Bo niestety ma.
Fieldorf urodził się w Krakowie, 20 marca 1895 roku. Już w 1914 roku jako ochotnik walczył na froncie rosyjskim w rama Legionów Polskich. Uczestniczył w kampanii wileńskiej, a potem w wojnie z bolszewikami. Po wojnie pozostał w służbie czynnej.
W kampanii wrześniowej 1939 r. przeszedł cały szlak bojowy 12 Dywizji Piechoty jako dowódca 51 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych im. Giuseppe Garibaldiego. Po jej rozbiciu w nocy z 8 na 9 września w bitwie pod Iłżą, przebił się w cywilnym ubraniu do rodzinnego Krakowa. Stamtąd spróbował przedostać się do Francji, jednak został zatrzymany na granicy słowackiej i internowany w październiku 1939 r. W kilka tygodni później zbiegł z obozu internowania i przez Węgry przedostał się na zachód, gdzie zgłosił się do tworzącej się polskiej armii. We Francji ukończył kursy sztabowe i w maju 1940 został awansowany na stopień pułkownika. We wrześniu tego roku jako pierwszy emisariusz został przerzucony do kraju. Początkowo działał w warszawskim Związku Walki Zbrojnej, a od 1941 r. w Wilnie i Białymstoku. W sierpniu 1942 r. został mianowany dowódcą Kedywu KG AK. Służbę na tym stanowisku pełnił do lutego 1944 r. Wydał rozkaz likwidacji generała SS w Warszawie Franza Kutschery. Po wielu udanych akcjach przeciw Niemcom stał się legendą i wzorem dla młodych żołnierzy. W kwietniu 1944 r. powierzono Fieldorfowi zadanie stworzenia i kierowania głęboko zakonspirowaną organizacją „Niepodległość” o kryptonimie „NIE”, kadrowego odłamu AK przygotowanego do działań w warunkach sowieckiej okupacji. Bezpośrednie działania organizacja „NIE” miała podjąć po rozwiązaniu Armii Krajowej 19 stycznia 1945.r. Na krótko przed upadkiem Powstania Warszawskiego, rozkazem Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego „Nil” został awansowany na stopień generała brygady. W październiku 1944 r. został zastępcą dowódcy AK gen. Leopolda Okulickiego.
Po wojnie nie walczył z komunistami. Najpierw pod innym nazwiskiem żył spokojnie z rodziną. W czasie amnestii ujawnił się, co po paru latach skończyło się aresztowaniem. Pomimo tortur nie przyznał się do sfingowanych zarzutów. Nikogo też nie wydał. Śledztwo przeciw Niemu prowadziła prokurator Helena Wolińska (właść. Fajga Mindla Danielak), jedna z bestii zabijających polskich patriotów po II WŚ. Wyrok przez powieszenie wykonano 24 lutego 1953 r. o godz. 15:00 w więzieniu Warszawa-Mokotów przy ul. Rakowieckiej. Miejsce grobu generała „Nila” nie jest znane. Przez okres komuny pamięć o bohaterze była wymazywana z pamięci Polaków. Był żonaty z Janiną Kobylińską, z którą miał dwie córki: Krystynę i Marię. Ta druga całe życie poświęciła dochodzeniu do prawdy o śmierci ojca i miejscu Jego pochówku. Do dziś jest ono nieznane. Dzięki Jej zaangażowaniu udało się jednak przywrócić pamięć o gen. Nilu. Został odznaczony wieloma orderami po roku 2000. Jego postać została spopularyzowana przez jeden ze spektaklów Sceny Faktu. Powstało kilka filmów dokumentalnych. Niestety pani Marii, która zmarła niedawno nie udało się doprowadzić do znalezienia miejsca pochowania ojca, ani choćby symbolicznego ukarania Jego oprawców. Ich wpływy także w III RO sięgały za daleko...
Generał Nil, Inka, czy rotmistrz Pilecki to najbardziej znane postaci polskich bohaterów tamtych czasów, zmagających się o Polskę i Wolność. Ich piękne historie zostały spopularyzowane. Każda jest jakże inna, ale łączy ich wierność do ojczyzny, Boga,ludzi i wolności. Podobnie jak historie tysięcy innych podobnych naszych bohaterów znanych lokalnie, lub całkiem zapomnianych. Dzisiejsza Polska wiele im zawdzięcza. Oni nigdy, nawet w obliczu zagrożenia śmiercią nie szli na kompromis ze złem. To heroizm, ale właśnie tacy ludzie powinni być stawiani jako bohaterowie i autorytety. Tym bardziej, że zawsze ryzykowali swoim życiem, a nie czyimś. Nigdy nikogo nie wydawali, nawet w obliczu tortur. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!
Przy notce biograficznej korzystałem z posta Pluszaka z Jamajki z portalu Rebelya.pl.
http://rebelya.pl/forum/watek/45318/
Konslib,.
o
25.2.12
Łupki bezpieczne dla środowiska/ Pawlak mówi prawdę o ZUS/Tusk do dymisji

Dziś chciałbym poruszyć dwa ciekawe tematy bieżące. Przede wszystkim dziś ujrzał światło dzienne raport, a właściwie jego cześć na temat bezpieczeństwa dla środowiska eksploatacji gazu łupkowego. Raport ten jest korzystny i potwierdza to, co wiemy już od dość dawna, że łupki nie są zagrożeniem dla środowiska. Od jeszcze dawniejszego czasu wiemy, że system emerytalny jest niewydolny. Dziś potwierdził to wicepremier, Waldemar Pawlak, który powiedział, że nie wierzy w państwową emeryturę i sam oszczędza na inne sposoby.
Zacznę jednak od trzeciej kwestii, pobocznej. Pan premier Tusk powiedział dziś, że rekomenduje sprzeciw wobec ACTA w europarlamencie, gdyż popełnił błąd i ACTA przy ochronie własności zbytnio narusza wolność.Premier dziś ma oczywiście rację , tyle tylko że zabrakło w tym oświadczeniu jednego zdania: "Zgodnie z obietnicą podaję się do dymisji."
Dlaczego? Dlatego, że:
06.02.2012 D.Tusk: Gdybym ustąpił w sprawie ACTA, musiałbym się podać do dymisji.
Oczywiście nie wymagam od pana premiera postawy honorowej, bo wiem że w PO taka nie obowiązuje. Pan prezydent Komorowski, gdy jeszcze nie był prezydentem, powiedział, że jeśli Romuald Szeremietiew zostanie uniewinniony, odejdzie z polityki.
Zamiast odejść został prezydentem, cóż parol i kodeks honorowy dziś nie obowiązuje, a jak widać władza uczy, że nawet słowa można nie dotrzymywać.
Dziennik Gazeta Prawna dotarł dziś do raportu przygotowanego dla rządu dotyczącego bezpieczeństwa dla środowiska wydobycia gazu łupkowego. Nie wiedzieć czemu, raport jest tajny. Tu na marginesie taka uwaga, że zbyt wiele rzeczy w państwie polskim jest tajnych. Oczywiście, że są takie kwestie, które muszą być utajnione, ale się tego wyraźnie nadużywa, jak w tym wypadku.
Naukowcy stwierdzili, że wydobycie gazu łupkowego nie grozi ani zanieczyszczeniem powietrza, ani wzrostem emisji szkodliwych gazów, ani też zanieczyszczeniem wód, a większość zastrzeżeń co do wydobycia gazu łupkowego to mity. Dziennikarzom udało się dotrzeć do części raportu, będącej jego podsumowaniem. Z badań przeprowadzonych w 2011 r. na jednym z otworów wiertniczych w miejscowości Łebień na Pomorzu wynika, że wpływ prac poszukiwawczych zasobów niekonwencjonalnych jest minimalny i niegroźny. Proces szczelinowania, wbrew propagandzie niektórych środowisk nie zagraża ani czystości wód, ani zwiększeniu zanieczyszczenia powietrza. Nie ma też mowy o zagrożeniu sejsmicznym. Jedynym problemem jest zwiększony hałas, ale dotyczy to dość krótkiego okresu czasu.
Raport jest korzystny dla Polski, bo korzystne jest dla nas inwestowanie w niekonwencjonalną gaz i ropę. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że tezy przedstawione w raporcie, który pewnie kosztował dość znaczną sumę pieniędzy były już wielokrotnie przedstawiane, choćby przed dr. Tomasz Rożka na łamach "Gościa Niedzielnego" i były podparte rzetelnymi danymi z różnych dziedzin nauki. Czy to nie wystarczyło?
Drugim ciekawym wydarzeniem, była wypowiedź wicepremiera Waldemara Pawlaka.
"Nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury, staram się zabezpieczyć tę przyszłość właśnie i przez oszczędności, i przez dobre relacje z moimi dziećmi, bo liczę, że to będzie pewniejsze niż te liczne, chimeryczne państwowe rozwiązania" – powiedział w TVN CNBC Pawlak.
Pawlak ma oczywiście rację. Tyle, że jest hipokrytą, bo zaraz potem powinien przyznać, że polski system emerytalny to fikcja i kończymy z płaceniem składek, albo je znacznie ograniczamy. Nie ma ani zastępowalności pokoleń, ani nie jest żadną metodą na dłuższą metę wydłużanie wieku emerytalnego. Dlaczego?
Kiedy płacimy składki do ZUS, te są natychmiast przejmowane przez państwo, które wydaje je na bieżące potrzeby, w tym na obecne emerytury, ale nie tylko. Problem polega na tym, że za kilkanaście lat pieniędzy wpływających ze składek będzie znacznie mniej niż potrzeb wypłacania emerytom - głównie ze względu na sytuację demograficzną. Nie będzie więc skąd wziąć pieniędzy (no chyba że z podniesionych do granicy absurdu podatków).
ZUS jest systemem złodziejskim, który nas okrada z pieniędzy. Sami moglibyśmy je inwestować przez okres pracy i wyszły by z tego znacznie większe kwoty niż państwowe emerytury, a w między czasie nasze pieniądze nie były by wydawane na państwowe głupoty. Nie mówiąc już o tym, że przymus ubezpieczeń łamię naszą wolność. Co więcej niektórzy politycy twierdzą, że emerytury są świadczeniem socjalnym. BZDURA, bo jest to część pieniędzy wcześniej nam zabrana.
Wypowiedz Pawlaka na tym się nie skończyła, jej dalszy ciąg był jeszcze ciekawszy "Staram się sobie zabezpieczyć tę przyszłość i przez oszczędzanie, i przez dobre relacje z moimi dziećmi, bo liczę na to, że to będzie pewniejsze niż te chimeryczne państwowe rozwiązania."
I bardzo dobrze, panie Premierze, niech Pan pozwoli, by wszyscy tak robili i niech PSL zaproponuje nie ulgi dla kobiet za każde urodzenie, ale zniesienie przymusu ubezpieczeń ( z wypłaceniem emerytur tym, którzy dotąd płacili składki, bo mają oni do tego prawo zabezpieczonym przez jakiś procent z podatków). Niech więc ludzie nie płacą składek, a zaoszczędzone pieniądze lokują gdzie chcą, chowają na konta, do skarpet, albo jak słusznie zauważył pan premier lokują w dzieci (tylko może w dzieci pochodzące z jednego małżeństwa jak Pan Bóg przykazał, nie licząc nieszczęśliwych wypadków).
Na zakończenie jeszcze za Onet.pl opinia prezydenta Centrum im. Adama Smitha dr. Roberta Gwiazdowskiego:
"(...)wszyscy szefowie partii - Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Waldemar Pawlak, Janusz Palikot i Leszek Miller - powinni wspólnie zrobić konferencję prasową i powiedzieć na niej: przez 20 lat byliście oszukiwani, państwo może wam zapewnić jedynie minimalna emeryturę.
Dlaczego? Bo - jak dodaje - w ZUS nie ma żadnych pieniędzy, bo wszystkie odprowadzane tam składki są od razu wypłacane aktualnym emerytom, z kolei OFE zajmują się kupowaniem państwowych obligacji. Zatem przekaz Pawlaka, stwierdza ekonomista - brzmi w istocie: umiesz liczyć, to licz na siebie.
Konslib,.
o
18.2.12
Anna Holocher i Grzegorz Sowa-oni walczą z systemem/Przegląd tygodników.

Na początek małe przypomnienie.
W niedzielę, 19 lutego o 17:00 na Starym Rynku w Poznaniu rozpocznie się Marsz Zwycięstwa, w czasie którego będziemy świętować rocznicę zakończenia zwycięskiego powstania wielkopolskiego (1918/19). Dzień wcześniej Stowarzyszenie KoLiber w Poznaniu zaprasza na imprezę taneczną z okazji zakończenia zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego! W sobotę, 18 lutego od godziny 20:00 do 2:00 zabawimy w klubie Svejk, prz ul. Wieniawskiego 5.
Również w sobotę, 18 lutego, tyle że w stolicy odbędzie się demonstracja poparcia dla serbskiego Kosowa w 4.rocznicę rozbioru Serbii. Ruszamy o 17:00 - Ogród Saski, róg Marszałkowskiej i Królewskiej.
KOSOWO ZAWSZE SERBSKIE!!!
W POZNANIU TYM MYŚMY ZWYCIĘŻYLI!!!
A teraz już do rzeczy
Dziś chciałbym przedstawić krótką działalność, bardzo różną i bardzo różnych osób, które próbują walczyć z systemem, który się mnie i coraz większej ilości osób nie podoba. Chodzi o system panujący zarówno w naszym kraju jak i na naszym kontynencie. Właściwie to nie tyle zaprezentować, co zachęcić do przeczytania artykułów o tych osobach. Będę też zachęcać do czytania innych artykułów z najnowszych wydań "Najwyższego Czasu", "Gościa Niedzielnego" i "Uważam Rze"
Anna Holocher to członkini zarządu Obozu Narodowo-Radykalnego i Marszu Niepodległości, patriotka i obrończyni życia, prywatnie matka trójki dzieci. Mimo wielu obowiązków rodzinnych znajduje czas na to, co zawsze było jej pasją -czyli na działalność nazwijmy to społeczną. W artykule mamy pokazany od kuchni obraz ONR-u, tej bardziej radykalnej z dwóch naszych głównych organizacji narodowych. Nie muszę pisać, że jest to obraz zupełnie inny niż w mediach.
Warto przeczytać, by zobaczyć, że ONR to nie tylko i nie przede wszystkim panowie w glanach, ale bardzo wiele osób z różnych środowisk, które próbują zmieniać naszą rzeczywistość, poświęcając swoją energię i czas, tak jak bohaterka artykułu. Prowadzą przede wszystkim działalność edukacyjną ale i charytatywną, w dodatku bez mówienia o niej głośno komu się tak, czyli tak jak nakazuje Biblia. Bezcenna jest też rola wychowawcza w czasach zwalczania patriotyzmu. Mnie z organizacji narodowych jest bliżej do Młodzieży Wszechpolskiej, ale też ONR w ostatnich latach przeszedł dużą pozytywną metamorfozę i wiele jego działań warto wspierać.
Warto także zwrócić uwagę na spory wątek poświęcony Marszowi Niepodległości i temu, jak od kuchni wyglądała jego organizacja. Trzecią ważną kwestią jest działalność młodej działaczki ONR na polu ochrony życia. Anna Holocher po roku pracy otworzyła stronę aborcjatozbrodnia.pl która pomaga podjąć rodzicom jedyną słuszną decyzję o przyjęciu nowego życia, także w wymiarze realnym. Autorka już wcześniej między innymi organizowała wystawy ukazują dramat i niemy krzyk zabijanych. Cały artykuł na http://onrslask.pl/odklamywanie-rzeczywistosci
Zupełnie co innego, ale w tym samym celu robi pan Grzegorz Sowa. Właśnie podjął decyzję o zerwaniu współpracy z ZUS- zaprzestania płacenia składek, oraz rezygnacji z przyszłej emerytury. W 8 w tym roku numerze "Najwyższego Czasu znajduje" się szczegółowy wywiad Tomasza Cukiernika z przedsiębiorcą budowlanym z Piotrkowa Trybunalskiego. Pan Grzegorz tłumaczy, że gdy pójdzie na emeryturę ZUS będzie albo niewypłacalny, albo będzie wypłacać głodowe emerytury. Tymczasem, gdyby zamiast odkładania składek - wpłacał On na konto w banku tą kwotę uzbierał by na spokojne godne życie na starość. Dodaje, że sam by zdecydował kiedy iść na emeryturę, a poza tym podaje kilka alternatywnych sposobów zabezpieczenia na starość, znacznie bardziej efektywnych niż ZUS.
Pan Grzegorz tłumaczy, że doświadczeniem życiowym doszedł do wniosku, że nasz kraj musi przejść spore zmiany, by się wciąż rozwijać. Dlatego, swoją akcją postanowił zrobić coś by te zmiany zainicjować. W 6 punktach podaje jakie zmiany powinny być wprowadzone. W skrócie chodzi o proste i jasne prawo, które powinno zrozumieć dziecko po ukończeniu szkoły podstawowej, ograniczenie do minimum zakazów państwowych, wprowadzenie służebnej wobec obywatela roli organów państwowych, szczególną ochronę własności, rozwój gospodarczy jako główny cel działalności państwowej i odpowiedzialność państwa wobec obywateli.
Pan Grzegorz obala także mit umowy międzypokoleniowej, czy tak zwanej zastępowalności pokoleń. Przypomina, że nie jest tak, że nasze pieniądze ze składek są wypłacane emerytom, tylko są one zużywane na wszelkie bieżące potrzeby państwa, a że te rosną, plus to, że jest zła sytuacja demograficzna (przy. wł.) powoduje, że system jest niewydolny.
Bardzo ciekawa jest analiza prawna dokonana przez pana Grzegorza. Warto ją przeczytać, prowadzi do konkluzji, że przymus ubezpieczeń jest niezgodny z Konstytucją RP. Pan Grzegorz chce, by Jego działania były kamieniem, który uruchomi lawinę. Zachęcam do przeczytania całego artykułu (str. VII) i zarówno Pani Ani jak i Panu Grzegorzowi życzę by im się udało i by znaleźli wielu innych naśladowców, którzy będą to lawiną zmian.
Poza tym w nowym Najwyższym Czasie m.in. rozmowa z detektywem Krzysztofem Rutkowskim (str XII) który obnaża prawdziwą, nieudolną twarz polskiej policji, o inwigilacji wszystkich użytkowników telefonów komórkowych (str. XIV). Na stronie XVII felietony narodowców- Roberta Winnickiego z Młodzieży Wszechpolskiej o pojawiającym się buncie młodych i wspomnianej w poście Anny Holocher o skandalicznym zachowaniu dwukrotnej morderczyni, pani Czubaszek, która woli być morderczynią, niż Matką (a właściwie tak jej się tylko wydaje jak pisze autorka felietonu). Na str XVIII Marek Łangalis z Instytutu Globalizacji o tym Kto zapłaci wyższe podatki. Dalej ciekawe korespondencje zagraniczne m.in o kobiecej rewolucji w Afryce, z Boliwii, oraz o dyskryminowaniu katolików we Francji. Są też felietony, artykuły historyczne i analizy przedwyborcze m.in w Rosji.
W 7 tegorocznym wydaniu Gościa Niedzielnego w Temacie Gościa o znaczeniu Wielkiego Postu jako boju o świętą prawdę (str 18). Na str. 32 bardzo dobrze napisany i trafny artykuł o tragedii w Sosnowcu, chyba najlepszy jaki można znaleźć w mediach- jego autorem jest Przemysław Kucharczyk, a tytuł to "Kasiu, jest nadzieja" (str.32). W artykule Piotra Legutki "Krajobraz po tsunami" poruszony jest temat polskiej edukacji, po tsunami jakim były rządy pani minister Hall (str.36).Na str. 38 Kamila Pajer pisze o niebezpiecznej modzie na "Młode, wykształcone, bezdzietne", prowadzącej do wielu problemów, nie tylko demograficznych. Kolejne dwa artykuły poświęcone są historii- bohaterom walki z komuną w Polsce i sfałszowaniu referendum z 1946 roku. Na str.46 artykuł o tym jak Obama walczy z wolnością. Bardzo ważne wspomnienie na stronie 50. W artykule "Lekarz Ciała i duszy" Joanna Bątkiewicz -Brożek wspomina wielkiego polskiego lekarza Andrzeja Szczeklika, autorytetu dla całego świata nie tylko z powodu działalności naukowej i medycznej, ale też wielkiej postawy moralnej. Kolejne artykuły poświęcone są jezioru pod biegunem południowym, zespołowi Mazowsze, oraz rodzinnemu domowi Zygmunta Krasińskiego. W reportażu, na str. 62 o polskiej wyprawie do ponurej krainy na północno-wschodnim krańcu Europy - Workuty.
7 tegoroczny numer Uważam Rze str 14-21 poświęcił postaci Żelaznej Damy, opisując fakty, które niekoniecznie znalazły się w filmie o premier Wielkiej Brytanii, będącej wielkim politykiem XX wieku. Na str 34. Krzysztof Feustche pisze o wykorzystaniu tragedii z Sosnowca do kolejnego pretekstu do ataku na polską rodzinę i graniu tragedią przez lewackich polityków i publicystów. Na str 50. Ciekawy artykuł o filmie "Róża". O tym jak premier Tusk zwodzi i okłamuje Polaków nie robiąc nic, a zagadując sprawę (na przykładzie ACTA) pisze na stronie 58. Rafał Ziemkiewicz. O tym jak straszono w socjalizmie na str.69 (przyda się bo i dziś zaczynają straszyć np. policja ma się zająć organizatorami protestów antyrządowych głównie przeciwko ACTA). Na str 70. Bogdan Musiał twierdzi, że obraz Lwowa w filmie W ciemności jest zafałszowany. Dalej o tym jak Niemcy uwielbiają narzucać innym swoje poglądy (72). Na str.75 o Kambodży pisze Marcin Wolski, zaś na stronie 78. fragment reportażu Jerzego Haszczyńskiego o Iranie. I wiele innych ciekawych pozycji.
Zapraszam do lektury!
Konslib,.
o
17.2.12
Schronisko zostanie zamknięte
Roman Tomas, Powiatowy Lekarz Weterynarii wydał decyzję – od 1 maja 2012 zakazuje prowadzenia mieleckiego schroniska.
Podczas nadzoru prowadzonego nad schroniskiem 12 kwietnia 2007r. Powiatowy Lekarz Weterynarii wydał decyzję nakazującą dostosowanie schroniska do obowiązujących warunków weterynaryjnych, wynikających z rozporządzenia Ministra Rolnictwa.
Powiatowy Lekarz Weterynarii wyznaczył też termin usunięcia wszelkich uchybień – miał to być 31 grudnia 2007 r. Jednak schronisko nie dopełniało nakazów, a Powiatowy Lekarz Weterynarii przychylał się do wniosków kierownictwa schroniska i wielokrotnie zawieszał postępowanie egzekucyjne.
Do roku 2011 aż siedmiokrotnie odraczany był terminy usunięcia wszelkich nieprawidłowości.
Jak mówiąc pracownicy schroniska na karmę dla zwierząt trzeba miesięcznie wydać ponad 73 tys., co daje rocznie kwotę 882 tys. Schronisko dostaje miesięcznie do miasta jedynie 5 tyś zł .
W schronisku jest 350 psów, a wyżywienia jednego kosztuje 7zł dziennie.
- Dziura budżetowa zapychana była do połowy ubiegłego roku pieniędzmi pochodzącymi od gmin, z których przyjmowaliśmy psy - mówi Izabela Janus. - Za każdego psa spoza naszego miasta płacono nam 1500 złotych. Tak reperowaliśmy budżet. Stąd mieliśmy w 2011 roku ponad 650 psów. Część z nich znalazła dom w Niemczech.
Zamknięcie schroniska, będzie oznaczało, że żadne nowe zwierzęta nie mogą być przyjęte. Izabela Janus ma nawet nadzieję, że tak się stanie – Nie wiem, czy nie jest to najlepsze rozwiązanie. Może w końcu miasto, przejmując nadzór nad schroniskiem, zrozumie, jakie obciążenia na nas ciążą. Koszty, jakie poniosą każdego miesiąca, uświadomią im, ile pieniędzy tak naprawdę potrzeba.
Przekaż 1% swojego podatku na rzecz mieleckiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt im. Św. Franciszka z Asyżu. Więcej…
B.
B.
o
10.2.12
Krwawy ubek dostał 8 lat więzienia
8 lat więzienia – to wyrok wobec 89-letniego b. chorążego UB Jerzego R., uznanego przez warszawski sąd za winnego zastrzelenia w 1946 r. b. żołnierza AK oraz znęcania się nad innym. R. zapowiada apelację.
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że R. zastrzelił Władysława Urbanka nie w obronie koniecznej – jak twierdził, ale działając z zamiarem zabójstwa. 8 lat to jeden z najsurowszych wyroków z oskarżenia pionu śledczego IPN, który ściga zbrodnie ludzi aparatu władzy PRL. To już trzeci taki wyrok SO, który dwa razy skazywał R. na 8 lat więzienia, i dwa razy wyroki te uchylał potem sąd apelacyjny.
Sprawa dotyczy wydarzeń z lipca 1946 r. w Odrzykoniu (Podkarpacie), gdy kilku funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa z Jerzym R. przyszło do domu Urbanka – rolnika, b. żołnierza AK – aby go zatrzymać. Jego matka powiedziała im, że jest on w polu, a zarazem wysłała 16-latkę by go ostrzegła. O przebiegu wydarzeń wiadomo z zeznań ówczesnej dziewczyny i jeszcze jednej dziewczyny, która była na polu. Zeznały one, że R. z bezpośredniej odległości pierwszy strzelił do Urbanka.
R. twierdzi, że Urbanek uderzył go widłami. "Gdy upadłem, zalany krwią, chciał mnie nimi przebić; wtedy strzeliłem" - mówił. Twierdził, że zastrzelił on Urbanka w obronie koniecznej (co zwalnia od odpowiedzialności), a zeznania świadków są rozbieżne.
Sąd uznał wyjaśnienia R. za niewiarygodne, niespójne i nielogiczne, m.in. dlatego że różnie opisywał on rzekomy atak: raz mówił, że Urbanek uderzył go żelazną częścią wideł, a kiedy indziej – że ich trzonkiem. Według sądu w całości na wiarę zasługują zaś zeznania ówczesnej dziewczyny. Sędzia Maria Turek podkreśliła, że biegły psycholog nie stwierdził, by jej zeznania budziły wątpliwości. "Oskarżony chciał pozbawić życia Urbanka i zrobił to" - podsumowała sędzia.
Sąd nie miał też wątpliwości co do drugiego zarzutu wobec R. – że w UB w Krośnie w 1946 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad zatrzymanym Franciszkiem Rajchlem, którego bił i zakładał mu zatkaną maskę przeciwgazową. Pewnego dnia nie wytrzymał on tortur i wyskoczył z drugiego piętra; złamał nogę.
Wymierzoną karę sąd uznał za adekwatną do stopnia winy i szkodliwości społecznej czynów. Jako okoliczność obciążającą sędzia wymieniła "dużą bezwzględność działań" R., a jako łagodzącą – jego wiek i dotychczasową niekaralność. Oba czyny R. sąd uznał za zbrodnie przeciw ludzkości, wobec czego nie można mówić, by drugi czyn już się przedawnił (jak twierdziła obrona).
Pytany przez sąd czy zrozumiał wyrok, R. odparł: "Usiłowałem". Dopytywany przez sędzię, co ma na myśli, odpowiedział: "Nie mogę uwierzyć w nieprawdę". R., który porusza się o kulach, pozostaje na wolności.
Prokurator IPN chciał dla R. 12 lat więzienia. Obrońca i sam R. twierdzili, że strzały padły w obronie koniecznej i wnosili o uniewinnienie.
W lipcu 2007 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał R. (za zabójstwo grozi nawet dożywocie) na 12 lat więzienia – na mocy amnestii z 1989 r. złagodził karę o jedną trzecią. W grudniu 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił ten wyrok i zwrócił sprawę SO. W 2009 r. R. ponownie skazano na 8 lat więzienia. Wobec błędów sądu I instancji, SA w 2010 r. znów uchylił ten wyrok. SO skazywał R., bo uznawał, że działał on w zamiarze zabójstwa, a widłami został uderzony dopiero po swym pierwszym strzale. Od wyroków odwoływał się ówczesny adwokat R. mec. Zdzisław Rajakowski, który wnosił o jego uniewinnienie. W 2010 r. SA uznał, że w sposób "rażąco dowolny" i bez uzasadnienia SO przyjął własną wersję zdarzenia.
Po odejściu z UB R. pracował m.in. w redakcji literackiej Polskiego Radia. Był mężem znanej z tamtych czasów dziennikarki Wandy Odolskiej. samoobronie, bo partyzant – podejrzewając swych ludzi o związki z UB – zaczął ich likwidować.
Do dziś z oskarżenia IPN trwają śledztwa i procesy funkcjonariuszy stalinowskich śledczych. Są skazywani z reguły na kary w zawieszeniu, choć w styczniu br. stołeczny sąd wymierzył karę 4 lat więzienia b. oficerowi UB 86-letniemu Jerzemu K. Nigdy nie skazano prawomocnie żadnego z sędziów, którzy wydawali wtedy wyroki, m.in. śmierci – zgodnie z wytycznymi UB lub Informacji Wojskowej. W 1994 r. Sejm potępił zbrodniczą działalność UB i Informacji jako odpowiedzialnych za cierpienia i śmierć wielu tysięcy obywateli polskich.
PAP
o
10.2.12
W Norwegi dzieci będą państwowe
Norweskie Ministerstwo Rodziny, Dzieci i Spraw Socjalnych przygotowało raport, w którym proponuje się wprowadzenie w tym kraju nowych kryteriów oceny dobrego samopoczucia dzieci. Główne tezy, że biologiczni rodzice nie mają już priorytetu w wychowaniu własnych dzieci i w wypadku odkrycia, że dziecko jest niezadowolone, będzie ono usuwane z takiej rodziny.
Minister ds. Rodziny, Dzieci i Spraw Socjalnych Norwegii Audun Lisbakken przygotował pakiet działań zmierzających do dalszej poprawy sytuacji dzieci w Norwegii. Stwierdzono, że główną przeszkodą dla takiej poprawy są sami rodzice. Dlatego Lisbakken proponuje zniesienie ich priorytetów we wszystkich sprawach dotyczących dzieci. Twierdzi on, że „jeśli relacje między rodzicami a dziećmi są przeszkodą w rozwoju dziecka, to dziecko powinno być ważniejsze niż biologicznego zasady."
Większość społeczeństwa norweskiego jest zaskoczona planami Jednak niektórzy nie widzą w interwencji państwa w sprawy rodziny niczego dziwnego,
"Rodzice nie powinni zakładać, że jest to ich życie prywatne. W przeciwnym razie, w jaki sposób społeczeństwo, które ma na celu ochronę dzieci, ma być informowane o nieprawidłowościach?" mówi minister Lisbakken.
o
10.2.12
Ks.Isakowicz-Zaleski i Janusz Korwin Mikke w Mielcu-relacje.
Witam państwa. Dziś relacja z dwóch spotkań jakie w ostatnich dniach odbyły się w Mielcu. W sobotę gościem zaproszonym przez mielecki oddział Gazety Polskiej był ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. We wtorek zaś Mielec na zaproszenie mieleckiej Nowej Prawicy, oraz Patriotycznego Mielca odwiedził Janusz Korwin Mikke.
Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski prezentował w Mielcu swoje dwie książki - "Ludzie dobrzy jak chleb" poświęconą osobom prowadzącym działalność dobroczynną, oraz "Nie zapomnij o kresach" - będącej zbiorem felietonów związanych z tematyką kresową.
Po krótkim wprowadzeniu ksiądz Isakowicz -Zaleski odpowiadał na zadane przez zgromadzonych pytania. W czasie obu części zostało poruszonych wiele ciekawych tematów, ponieważ ks. Isakowicz-Zaleski jest aktywny w bardzo wielu dziedzinach. I tak przede wszystkim poruszony był temat kresów. Choć ksiądz urodził się w Krakowie, to Jego rodzina pochodziła z Kresów. Badanie kresów jest jedną z pasji Ks. Isakowicza-Zaleskiego. Chodzi głównie o kresy ukraińskie i kwestie związaną z gloryfikacją UPA. Dzieje się to na Zachodniej Ukrainie tuż przy granicy z Polską. We wszystkich miastach są stawiane pomniki zbrodniarzy OUN i UPA. Dokonywali oni rzezi na Polakach, Żydach, ale też innych narodowościach, a nawet na nieposłusznych Ukraińcach. Do tego masowo kolaborowali z Hitlerem. Dziś przedstawiciele tzw. pomarańczowej rewolucji stawiają pomniki ukraińskich faszystom. Jest to niebezpieczne, tym bardziej, że jak podkreślał ks. Isakowicz-Zaleski na terenach zachodniej Ukrainy wciąż żyje wielu Polaków.
Niestety polska opinia publiczna jest głucha na tego typu problem, podobnie jak na problem Polaków na Litwie. Dotyczy to jak podkreślał ks. Isakowicz-Zaleski kolejnych rządów. Bardzo dobrze dbały i dbają one o mniejszości narodowe w Polsce (i chwała im za to), jednak w żaden sposób nie starają się pomóc Polakom. Jak mówił ksiądz współczesna polska elita wstydzi się Kresów. Odżegnuje się od nich i zapomina zarówno o chlubnej przeszłości jak i teraźniejszości wciąż mieszkających tam Polaków.
Jest to niezrozumiałe tym bardziej, że to właśnie między innymi na Kresach Rzeczpospolita wypracowała (oddolnie) fantastyczny model tolerancji i współżycia różnych narodów i religii. Przez wiele lat żyli ze sobą w zgodzie. W szkołach nie było problemu z uczeniem religii, bo każde wyznanie miało własnych nauczycieli. Nie było problemów z obchodzeniem świąt. Każdy szanował wyznanie innych, nikt nie próbował zwalczać i negować prawa do świętowania. To Zachód powinien się od nas uczyć tolerancji, a nie odwrotnie. Wówczas gdy u nas panowała tolerancja religijna i narodowościowa, na Zachodzie płonęły stosy. Polska nie wykorzystuje tej ważnej karty przetargowej i nasi przywódcy dali sobie wmówić, że jesteśmy ciemni, ksenofobiczni itd itp.
Ksiądz Isakowicz-Zaleski poruszył też temat Ormian i ich mniejszości w Polsce. Sam pochodzi z rodziny ormiańsko-polskiej, oraz jest proboszczem parafii ormiańsko-katolickiej w Gliwicach (zasięg od Przemyśla do Zgorzelca, bezpośrednia podległość kard. Nyczowi), oraz przedstawicielem mniejszości ormiańskiej w komisji wspólnej mniejszości narodowych i rządu. Także w kontekście tej ostatniej działalności ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę, że mniejszości narodowe w Polsce są traktowane bardzo dobrze, a nasze władze nic nie robią by uzyskać wzajemność choćby od Litwy, Ukrainy, czy Niemiec.
Nie mogło zabraknąć także tematu lustracji. Ksiądz przypomniał, że wiele krajów z naszego sąsiedztwa przeprowadziło ją w pełni, lub kończy przeprowadzać. Tu najlepszym przykładem są Niemcy. Wskazał, że nie przeprowadzenie lustracji powoduje, iż wiele osób które były w jakiś sposób związane ze służbami komunistycznymi jest szantażowana. Jedynym sposobem jest pełna jawność, gdyż w przeciwnym przypadku szantażować może Moskwa, gdzie wszelkie akta są przechowywane. Stąd ich zniszczenie/zamknięcie w Polsce niczego nie rozwiązuje. Ksiądz przypomniał, że wśród kilku osób będących w archiwach na początku lat 90 -tych przez kilka miesięcy był Adam Michnik, który potem stał się wielkim przeciwnikiem lustracji. Pisał o tym także Rafał Ziemkiewicz w "Michnikowszczyźnie". Ksiądz podkreślił, na przykładzie duchownych, że ci którzy są czyści niczego się nie boją i są za jawnością. Przypomniał także, że po Jego książce o postawie księży wobec SB spadła fala krytyki, nie potwierdzonej argumentami i gróźb. Ale podobnie jak w przypadku podobnych książek nikt nie podał autora do sądu. Ks. Isakowicz-Zaleski przypomniał, że w swojej książce Księża wobec bezpieki przedstawił różne postawy wobec służb. 90% księży nie podjęło współpracy, a wśród pozytywnych przykładów został podany kardynał Kazimierz Nycz, który mimo wieloletnich próśb i gróźb nie uległ komunistom.
Ks. Isakowicz-Zaleski nawiązał też do Grossa i Jego obrażaniu Polaków. W USA nikt Go nie zna, a w Polsce Michnik wylansował Go na autorytet. Ksiądz wykazał jak fatalną manipulacją jest metodologia stosowana przez Grossa w swoich książkach. Przypomniał także, że z Grossem nie można podjąć dyskusji, gdyż On na to nie pozwala.
Poruszonych było jeszcze kilka tematów, nie brakowało ciekawych i pełnych poczucia humoru anegdot. Obok tej całej działalności - na rzecz Kresów, Ormian, pisania felietonów i książek, jeżdżenia na spotkania, przede wszystkim pracy duszpasterskiej ks. Isakowicz Zaleski pomaga także dzieciom niepełnosprawnym. Jest też prezesem Fundacji im. Brata Alberta.
We wtorek na zaproszenie mieleckiej Nowej Prawicy, oraz Patriotycznego Mielca gościł w naszym mieście Janusz Korwin Mikke. Podjął on tematy ogólne, związane z bardzo wieloma dziedzinami życia, wychodząc od kwestii ustrojowych i filozoficznych. JKM sprzeciwił się demokracji z uwagi na to, że w niej do władzy dochodzą socjaliści, gdyż naobiecują oni wiele ludziom i ci na nich głosują. Żeby zlikwidować socjalizm trzeba więc zlikwidować demokrację. JKM uważa, że powinna się pojawić osoba, która zrobi porządek, a następnie wprowadzi dziedziczną monarchię. W przeciwnym razie za kilkanaście lat porządek zrobią Chińczycy albo Arabowie.
Jeśli chodzi o podatki JKM opowiedział się za likwidacją podatków dochodowych. Są one bowiem swoistym opodatkowaniem pracy, wręcz grzywną za pracę. Za niemoralny uznał ustrój w którym ludziom pracującym się odbiera pieniądze, a nie pracującym daje w zasiłkach. Korwin podkreślił, że podatki są potrzebne, ale siedmiokrotnie mniejsze. Powinny być przeznaczone na wojsko, policję, politykę zagraniczną i sześć ministerstw, złożonych z kilku-kilkunastu osób. JKM skrytykował także inne sposoby likwidowania przedsiębiorczości ludzi takie jak płaca minimalna czy negowanie swobody umów.
Nasz gość podkreślił, że kocha Europę, ale UE jest czymś co tą Europę zabija i niszczy naszą cywilizację. Europa, kiedyś rządząca światem jest dziś na skraju upadku. Państwa nie upadają dlatego że są złe, tylko dlatego, że bankrutują. A to zagraża niemal wszystkim państwom UE w szybkim czasie. Powodem zagrożenia cywilizacji europejskiej jest odejście od jej dziedzictwa - chrześcijaństwa, filozofii greckiej, oraz prawa rzymskiego. Podstawą powinna być zasada Chcącemu nie dzieje się krzywda.
JKM ocenił, że jednym z ważniejszych kłopotów Europy jest zapaść demograficzna. Tu przykładem są Niemcy, czy Francja, gdzie na jedno dziecko europejskie przypada około 7 muzułmańskich. Matematyka jest tu nieubłagana i upadek naszej cywilizacji jest tylko kwestią czasu. Powodem tego stanu rzeczy jest połączenie systemu ubezpieczeń społecznych, w którym nie opłaca się mieć dzieci (które bez jego istnienia były by polisą na starość dla rodziców), odejście od zasad religijnych (przy których są Muzułmanie), oraz to, że dzieci są własnością państwa, a nie rodziców.
JKM opowiedział się za likwidacją państwowej służby zdrowia i szkolnictwa. Przypomniał, że oba systemy są niewydolne, a do tego po drodze gubią mnóstwo pieniędzy. Edukacja państwowa i jej przymus odbiera rodzicom prawo wychowania dziecka. Państwo znacznie gorzej wydaje pieniądze ludzi, niż wydali by je oni sami. Poza tym szkoła nie jest darmowa, gdyż płacimy za nią na przykład tankując paliwo, którego cena hurtowa nie przekracza 3 zł, a my płacimy prawie 6 (ponad połowa ceny paliwa to podatki).
Korwin wskazał absurdy demokracji. Choćby to, że człowiekowi odmawia się zdecydowania o tym czy się ubezpieczy, jak będzie wychowywał dzieci, czy zapnie pasy, co będzie pić, jeść i palić, a każe się decydować kto ma rządzić krajem. JKM powiedział, że dla państwa socjalistycznego człowiek jest debilem, za którego wszystko trzeba robić, a w dniu wyborów nagle staje się geniuszem.
Podobnych rozważań i anegdot było pełno. Myślę, że warto zapamiętać to że prawdziwe bogactwo bierze się z pracy. Nie z dotacji unijnych, tylko z pracy. Warto zapamiętać, że kiedyś szybciej budowano infrastrukturę, gdyż nie było ogromnej ilości biurokratycznych kretynizmów. Wreszcie, to że powinniśmy się troszczyć o konsumentów, a nie pracowników. Wszak szewc jest nie po to , by mieć pracę, ale po to, byśmy mieli buty do chodzenia. JKM podkreślił też wielką rolę kobiet w systemie rynkowym. Przedstawicielki płci pięknej znacznie lepiej od mężczyzn potrafią wybierać lepsze i tańsze produkty, przez co nakręcają zdrowy system rynkowy. Ale najpierw musi on istnieć. A to według JKM w demokracji nie jest możliwe z powodów wymienionych na początku relacji.
Spotkanie z JKM zebrało liczną publiczność, która podjęła ciekawą dyskusję po zakończeniu spotkania z JKM. Polityk odpowiadał na pytania zarówno dotyczące ACTA, Kościoła jak i Piłsudskiego. Kandydatem na króla/prezydenta/premiera JKM raczej nie jest, ale wiele Jego przemyśleń warto wprowadzić w życie i myśleć, a nie dawać się manipulować mediom. Praca tworzy bogactwo jednostek i narodów. A nie zasiłki, czy dotacje!
W obu tych spotkaniach uczestniczyli przedstawiciele Patriotycznego Mielca.
Konslib,.
Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski prezentował w Mielcu swoje dwie książki - "Ludzie dobrzy jak chleb" poświęconą osobom prowadzącym działalność dobroczynną, oraz "Nie zapomnij o kresach" - będącej zbiorem felietonów związanych z tematyką kresową.
Po krótkim wprowadzeniu ksiądz Isakowicz -Zaleski odpowiadał na zadane przez zgromadzonych pytania. W czasie obu części zostało poruszonych wiele ciekawych tematów, ponieważ ks. Isakowicz-Zaleski jest aktywny w bardzo wielu dziedzinach. I tak przede wszystkim poruszony był temat kresów. Choć ksiądz urodził się w Krakowie, to Jego rodzina pochodziła z Kresów. Badanie kresów jest jedną z pasji Ks. Isakowicza-Zaleskiego. Chodzi głównie o kresy ukraińskie i kwestie związaną z gloryfikacją UPA. Dzieje się to na Zachodniej Ukrainie tuż przy granicy z Polską. We wszystkich miastach są stawiane pomniki zbrodniarzy OUN i UPA. Dokonywali oni rzezi na Polakach, Żydach, ale też innych narodowościach, a nawet na nieposłusznych Ukraińcach. Do tego masowo kolaborowali z Hitlerem. Dziś przedstawiciele tzw. pomarańczowej rewolucji stawiają pomniki ukraińskich faszystom. Jest to niebezpieczne, tym bardziej, że jak podkreślał ks. Isakowicz-Zaleski na terenach zachodniej Ukrainy wciąż żyje wielu Polaków.
Niestety polska opinia publiczna jest głucha na tego typu problem, podobnie jak na problem Polaków na Litwie. Dotyczy to jak podkreślał ks. Isakowicz-Zaleski kolejnych rządów. Bardzo dobrze dbały i dbają one o mniejszości narodowe w Polsce (i chwała im za to), jednak w żaden sposób nie starają się pomóc Polakom. Jak mówił ksiądz współczesna polska elita wstydzi się Kresów. Odżegnuje się od nich i zapomina zarówno o chlubnej przeszłości jak i teraźniejszości wciąż mieszkających tam Polaków.
Jest to niezrozumiałe tym bardziej, że to właśnie między innymi na Kresach Rzeczpospolita wypracowała (oddolnie) fantastyczny model tolerancji i współżycia różnych narodów i religii. Przez wiele lat żyli ze sobą w zgodzie. W szkołach nie było problemu z uczeniem religii, bo każde wyznanie miało własnych nauczycieli. Nie było problemów z obchodzeniem świąt. Każdy szanował wyznanie innych, nikt nie próbował zwalczać i negować prawa do świętowania. To Zachód powinien się od nas uczyć tolerancji, a nie odwrotnie. Wówczas gdy u nas panowała tolerancja religijna i narodowościowa, na Zachodzie płonęły stosy. Polska nie wykorzystuje tej ważnej karty przetargowej i nasi przywódcy dali sobie wmówić, że jesteśmy ciemni, ksenofobiczni itd itp.
Ksiądz Isakowicz-Zaleski poruszył też temat Ormian i ich mniejszości w Polsce. Sam pochodzi z rodziny ormiańsko-polskiej, oraz jest proboszczem parafii ormiańsko-katolickiej w Gliwicach (zasięg od Przemyśla do Zgorzelca, bezpośrednia podległość kard. Nyczowi), oraz przedstawicielem mniejszości ormiańskiej w komisji wspólnej mniejszości narodowych i rządu. Także w kontekście tej ostatniej działalności ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę, że mniejszości narodowe w Polsce są traktowane bardzo dobrze, a nasze władze nic nie robią by uzyskać wzajemność choćby od Litwy, Ukrainy, czy Niemiec.
Nie mogło zabraknąć także tematu lustracji. Ksiądz przypomniał, że wiele krajów z naszego sąsiedztwa przeprowadziło ją w pełni, lub kończy przeprowadzać. Tu najlepszym przykładem są Niemcy. Wskazał, że nie przeprowadzenie lustracji powoduje, iż wiele osób które były w jakiś sposób związane ze służbami komunistycznymi jest szantażowana. Jedynym sposobem jest pełna jawność, gdyż w przeciwnym przypadku szantażować może Moskwa, gdzie wszelkie akta są przechowywane. Stąd ich zniszczenie/zamknięcie w Polsce niczego nie rozwiązuje. Ksiądz przypomniał, że wśród kilku osób będących w archiwach na początku lat 90 -tych przez kilka miesięcy był Adam Michnik, który potem stał się wielkim przeciwnikiem lustracji. Pisał o tym także Rafał Ziemkiewicz w "Michnikowszczyźnie". Ksiądz podkreślił, na przykładzie duchownych, że ci którzy są czyści niczego się nie boją i są za jawnością. Przypomniał także, że po Jego książce o postawie księży wobec SB spadła fala krytyki, nie potwierdzonej argumentami i gróźb. Ale podobnie jak w przypadku podobnych książek nikt nie podał autora do sądu. Ks. Isakowicz-Zaleski przypomniał, że w swojej książce Księża wobec bezpieki przedstawił różne postawy wobec służb. 90% księży nie podjęło współpracy, a wśród pozytywnych przykładów został podany kardynał Kazimierz Nycz, który mimo wieloletnich próśb i gróźb nie uległ komunistom.
Ks. Isakowicz-Zaleski nawiązał też do Grossa i Jego obrażaniu Polaków. W USA nikt Go nie zna, a w Polsce Michnik wylansował Go na autorytet. Ksiądz wykazał jak fatalną manipulacją jest metodologia stosowana przez Grossa w swoich książkach. Przypomniał także, że z Grossem nie można podjąć dyskusji, gdyż On na to nie pozwala.
Poruszonych było jeszcze kilka tematów, nie brakowało ciekawych i pełnych poczucia humoru anegdot. Obok tej całej działalności - na rzecz Kresów, Ormian, pisania felietonów i książek, jeżdżenia na spotkania, przede wszystkim pracy duszpasterskiej ks. Isakowicz Zaleski pomaga także dzieciom niepełnosprawnym. Jest też prezesem Fundacji im. Brata Alberta.
We wtorek na zaproszenie mieleckiej Nowej Prawicy, oraz Patriotycznego Mielca gościł w naszym mieście Janusz Korwin Mikke. Podjął on tematy ogólne, związane z bardzo wieloma dziedzinami życia, wychodząc od kwestii ustrojowych i filozoficznych. JKM sprzeciwił się demokracji z uwagi na to, że w niej do władzy dochodzą socjaliści, gdyż naobiecują oni wiele ludziom i ci na nich głosują. Żeby zlikwidować socjalizm trzeba więc zlikwidować demokrację. JKM uważa, że powinna się pojawić osoba, która zrobi porządek, a następnie wprowadzi dziedziczną monarchię. W przeciwnym razie za kilkanaście lat porządek zrobią Chińczycy albo Arabowie.
Jeśli chodzi o podatki JKM opowiedział się za likwidacją podatków dochodowych. Są one bowiem swoistym opodatkowaniem pracy, wręcz grzywną za pracę. Za niemoralny uznał ustrój w którym ludziom pracującym się odbiera pieniądze, a nie pracującym daje w zasiłkach. Korwin podkreślił, że podatki są potrzebne, ale siedmiokrotnie mniejsze. Powinny być przeznaczone na wojsko, policję, politykę zagraniczną i sześć ministerstw, złożonych z kilku-kilkunastu osób. JKM skrytykował także inne sposoby likwidowania przedsiębiorczości ludzi takie jak płaca minimalna czy negowanie swobody umów.
Nasz gość podkreślił, że kocha Europę, ale UE jest czymś co tą Europę zabija i niszczy naszą cywilizację. Europa, kiedyś rządząca światem jest dziś na skraju upadku. Państwa nie upadają dlatego że są złe, tylko dlatego, że bankrutują. A to zagraża niemal wszystkim państwom UE w szybkim czasie. Powodem zagrożenia cywilizacji europejskiej jest odejście od jej dziedzictwa - chrześcijaństwa, filozofii greckiej, oraz prawa rzymskiego. Podstawą powinna być zasada Chcącemu nie dzieje się krzywda.
JKM ocenił, że jednym z ważniejszych kłopotów Europy jest zapaść demograficzna. Tu przykładem są Niemcy, czy Francja, gdzie na jedno dziecko europejskie przypada około 7 muzułmańskich. Matematyka jest tu nieubłagana i upadek naszej cywilizacji jest tylko kwestią czasu. Powodem tego stanu rzeczy jest połączenie systemu ubezpieczeń społecznych, w którym nie opłaca się mieć dzieci (które bez jego istnienia były by polisą na starość dla rodziców), odejście od zasad religijnych (przy których są Muzułmanie), oraz to, że dzieci są własnością państwa, a nie rodziców.
JKM opowiedział się za likwidacją państwowej służby zdrowia i szkolnictwa. Przypomniał, że oba systemy są niewydolne, a do tego po drodze gubią mnóstwo pieniędzy. Edukacja państwowa i jej przymus odbiera rodzicom prawo wychowania dziecka. Państwo znacznie gorzej wydaje pieniądze ludzi, niż wydali by je oni sami. Poza tym szkoła nie jest darmowa, gdyż płacimy za nią na przykład tankując paliwo, którego cena hurtowa nie przekracza 3 zł, a my płacimy prawie 6 (ponad połowa ceny paliwa to podatki).
Korwin wskazał absurdy demokracji. Choćby to, że człowiekowi odmawia się zdecydowania o tym czy się ubezpieczy, jak będzie wychowywał dzieci, czy zapnie pasy, co będzie pić, jeść i palić, a każe się decydować kto ma rządzić krajem. JKM powiedział, że dla państwa socjalistycznego człowiek jest debilem, za którego wszystko trzeba robić, a w dniu wyborów nagle staje się geniuszem.
Podobnych rozważań i anegdot było pełno. Myślę, że warto zapamiętać to że prawdziwe bogactwo bierze się z pracy. Nie z dotacji unijnych, tylko z pracy. Warto zapamiętać, że kiedyś szybciej budowano infrastrukturę, gdyż nie było ogromnej ilości biurokratycznych kretynizmów. Wreszcie, to że powinniśmy się troszczyć o konsumentów, a nie pracowników. Wszak szewc jest nie po to , by mieć pracę, ale po to, byśmy mieli buty do chodzenia. JKM podkreślił też wielką rolę kobiet w systemie rynkowym. Przedstawicielki płci pięknej znacznie lepiej od mężczyzn potrafią wybierać lepsze i tańsze produkty, przez co nakręcają zdrowy system rynkowy. Ale najpierw musi on istnieć. A to według JKM w demokracji nie jest możliwe z powodów wymienionych na początku relacji.
Spotkanie z JKM zebrało liczną publiczność, która podjęła ciekawą dyskusję po zakończeniu spotkania z JKM. Polityk odpowiadał na pytania zarówno dotyczące ACTA, Kościoła jak i Piłsudskiego. Kandydatem na króla/prezydenta/premiera JKM raczej nie jest, ale wiele Jego przemyśleń warto wprowadzić w życie i myśleć, a nie dawać się manipulować mediom. Praca tworzy bogactwo jednostek i narodów. A nie zasiłki, czy dotacje!
W obu tych spotkaniach uczestniczyli przedstawiciele Patriotycznego Mielca.
Konslib,.
o
9.2.12
Spotkanie z Mirosławem Surdejem
Ruch Patriotyczny w Mielcu zaprasza na spotkanie z Mirosławem Surdejem w dniu 11 lutego (sobota) 2012r. godz. 16:00
Temat spotkania: PUBP w walce z Kościołem Rzymsko-Katolickim w Mielcu
Spotkanie odbędzie się w Szkole Muzycznej (Sala Królewska) Mielec ul. Kościuszki 10
Temat spotkania: PUBP w walce z Kościołem Rzymsko-Katolickim w Mielcu
Spotkanie odbędzie się w Szkole Muzycznej (Sala Królewska) Mielec ul. Kościuszki 10
o
6.2.12
Spotkanie z Januszem Korwin-Mikke
Patriotyczny Mielec oraz Kongres Nowej Prawicy Mielec zapraszają na spotkanie z Januszem Korwin-Mikke. Spotkanie odbędzie się w Sali Królewskiej Państwowej Szkoły Muzycznej w Mielcu, ul Kościuszki 10, dnia 07 lutego 2012, o godz. 16:30.
Temat wykładu: "Polska w obliczu kryzysu"
Zapraszamy!
Temat wykładu: "Polska w obliczu kryzysu"
Zapraszamy!
o
1.2.12
Janusz Waluś
Janusz Jakub Waluś urodził się w 1954 roku w Zakopanem. Po fali strajków na wybrzeżu w 1980 roku zaangażował się w działalność Solidarności w Radomiu, gdzie mieszkał. W 1981 wraz z rodzina wyemigrował do Republiki Południowej Afryki. Szybko zintegrował się z białymi mieszkańcami tego kraju, Burami, i zaangażował w działalność polityczna, współpracował z Partią Konserwatywną oraz Afrykanerskim Ruchem Oporu (AWB) założonym przez Eugene Terre’ Blanche’a. Partie te utworzone zostały jako opozycja do Partii Narodowej Frederika de Klerka, która zaczęła współpracować z murzyńskimi komunistami w ramach demontażu apartheidu. AWB pod przywództwem Terre’Blanche’a domagała się oderwania części RPA i utworzenia państwa Burów. W czasie politycznego zaangażowania Waluś poznał działacza Partii Konserwatywnej Clive derby Lewis’a, który miał dostarczyc mu broń i wspólnie z nim zaplanować zabójstwo lidera czarnych komunistów Chrisa Haniego. W założeniu zamach na Haniego miał wywołać wojnę domową i uniemożliwić oddania władzy Afrykańskiemu Kongresowi Narodowemu (ANC), partii czarnej większości, będącej pod mocnym wpływem Komunistycznej Partii Południowej Afryki (SACP), założonej przez litewskiego Żyda Joe Slovo. Chris Hani od 1957 roku był członkiem terrorystycznej organizacji Włócznia Narodu (Umkhonto we Sizwe), zbrojnego ramienia ANC, której współzałożycielem był późniejszy prezydent Nelson Mandela. Organizacja ta odpowiadała za ataki bombowe i zabójstwa żołnierzy, policjantów oraz cywilów. Jej hymn zawierał słowa „Przyrzekamy sobie zabić wszystkich białych”. Wspieranie południowoafrykańskich komunistów oraz ANC leżało w interesie Związku Radzieckiego próbującego opanować RPA ze względu na bogactwa naturalne m.in. złoto, diamenty i minerały. Walka ta firmowana była hasłami równouprawnienia murzynów, demokracji. Za działalność terrorystyczną Hani został skazany na 18 lat więzienia, lecz udało mu się zbiec do ZSRR, gdzie odbył przeszkolenie wojskowe a także studiował na Uniwersytecie im. Lumumby, szkole dla afrykańskich komunistów. Nawiązał tam również kontakty na wysokim szczeblu z władzami oraz KGB, był osobiście przyjmowany przez Jurija Andropowa oraz Leonida Breżniewa. Po powrocie do RPA objął przywództwo Włóczni Narodu oraz Partią Komunistyczną, był również członkiem władz ANC. Poprzez swój radykalizm zyskał niebywałą popularność wśród czarnej części społeczeństwa.
10 kwietnia 1993 roku Waluś zastrzelił Haniego przed jego domem. Gdy lider komunistów wysiadł z samochodu Waluś zawołał „Mister Hani!” po czym strzelił do niego trafiając w głowę i brzuch. Leżącego Haniego dobił dwoma strzałami w głowę. Waluś nie zamierzał i nie próbował uciekać. Śmierc Haniego wywołała zamieszki w których życie straciło 70 osób, jednak nie zaważyły one na przebiegu procesu demontażu apartheidu, wspieranego przez Zachód. Zniesione zostały sankcje wobec RPA a Nelson Mandela i de Klerk zostali laureatami Pokojowej Nagrody Nobla. W 1994 roku Mandela zostaje prezydentem a władze od tamtego czasu dzierży Afrykański Kongres Narodowy, który przyczynił się do rychłego upadku RPA jako cywilizacyjnej ostoi Afryki. Pod rzadami ANC kraj z roku na rok pogrążał się w ubóstwie, był nękany epidemiami AIDS oraz zdobył pozycje lidera w przestępczości. Od tamtego czasu rozpoczął się również okres krwawych mordów na Burach, których przez 16 lat zginęło ponad trzy tysiące. Rządzący ANC nie starał się zapewnić bezpieczeństwa białych, nie mogli oni liczyć na pomoc policji. Antybiała retoryka ANC jest do dziś wprowadzana w życie za pomocą maczet.
Janusz Waluś oraz Clive Derby Lewis odmówili składania zeznań, w sadzie próbowano oskarżyć ich o spisek, jednak zarzut ten upadł. Ostatecznie zostali skazani za morderstwo i nielegalne posiadanie broni na karę śmierci, jednak po zniesieniu jej w RPA zamieniono im wyroki na dożywocie. W 1996 powołano w RPA Komisję Prawdy i Pojednania, której zadaniem było rozliczenie się z przeszłością. Komisja miała prawo ułaskawiać więźniów skazanych za przestępstwa polityczne. Warunkiem było ujawnienie wszystkich okoliczności danych przestępstw. Waluś i Derby Lewis wystąpili o amnestie ale Komisja odrzuciła ich wnioski tłumacząc to tym, że skazani nie ujawnili wszystkich szczegółów zabójstwa Haniego. Obecnie Janusz Waluś przebywa w więzieniu w Pretorii, możliwość wyjścia na wolność uzyska w 2013 roku, po odbyciu 20 lat kary. Czy jednak tak się stanie? Wydaje się, że mogło by to być wielce kłopotliwe dla światowych liberalnych elit. Do tej pory żaden z polskich rządów, nawet tych odwołujących się tak często do antykomunistycznych tradycji, nie wystąpił na drogę dyplomatyczną by doprowadzić do uwolnienia Walusia. Media wydały na niego wyrok, określając go mianem „rasisty” i terrorysty. Polska opinia publiczna rzadko ma okazje usłyszeć o Walusiu, a jeśli już pojawiają się artykuły na jego temat są to zwykle schematyczne teksty opisujące go jako bezwzględnego rasistowskiego mordercę, którego należy się wstydzić. Ostrożność i polityczna poprawność partii i polityków głównego nurtu w podejmowaniu tematu uwolnienia Walusia zdaje się być oczywista. Występowanie o uwolnienie znienawidzonego przez demoliberalne elity antykomunisty byłoby dla nich kłopotliwe. Postawa Janusza Walusia i czyn, którego dokonał nakazują nam pamiętać o nim, gdy nie chcą pamiętać ci „antykomuniści”, którzy mogliby mu pomóc.
źródło: AN SW
10 kwietnia 1993 roku Waluś zastrzelił Haniego przed jego domem. Gdy lider komunistów wysiadł z samochodu Waluś zawołał „Mister Hani!” po czym strzelił do niego trafiając w głowę i brzuch. Leżącego Haniego dobił dwoma strzałami w głowę. Waluś nie zamierzał i nie próbował uciekać. Śmierc Haniego wywołała zamieszki w których życie straciło 70 osób, jednak nie zaważyły one na przebiegu procesu demontażu apartheidu, wspieranego przez Zachód. Zniesione zostały sankcje wobec RPA a Nelson Mandela i de Klerk zostali laureatami Pokojowej Nagrody Nobla. W 1994 roku Mandela zostaje prezydentem a władze od tamtego czasu dzierży Afrykański Kongres Narodowy, który przyczynił się do rychłego upadku RPA jako cywilizacyjnej ostoi Afryki. Pod rzadami ANC kraj z roku na rok pogrążał się w ubóstwie, był nękany epidemiami AIDS oraz zdobył pozycje lidera w przestępczości. Od tamtego czasu rozpoczął się również okres krwawych mordów na Burach, których przez 16 lat zginęło ponad trzy tysiące. Rządzący ANC nie starał się zapewnić bezpieczeństwa białych, nie mogli oni liczyć na pomoc policji. Antybiała retoryka ANC jest do dziś wprowadzana w życie za pomocą maczet.
Janusz Waluś oraz Clive Derby Lewis odmówili składania zeznań, w sadzie próbowano oskarżyć ich o spisek, jednak zarzut ten upadł. Ostatecznie zostali skazani za morderstwo i nielegalne posiadanie broni na karę śmierci, jednak po zniesieniu jej w RPA zamieniono im wyroki na dożywocie. W 1996 powołano w RPA Komisję Prawdy i Pojednania, której zadaniem było rozliczenie się z przeszłością. Komisja miała prawo ułaskawiać więźniów skazanych za przestępstwa polityczne. Warunkiem było ujawnienie wszystkich okoliczności danych przestępstw. Waluś i Derby Lewis wystąpili o amnestie ale Komisja odrzuciła ich wnioski tłumacząc to tym, że skazani nie ujawnili wszystkich szczegółów zabójstwa Haniego. Obecnie Janusz Waluś przebywa w więzieniu w Pretorii, możliwość wyjścia na wolność uzyska w 2013 roku, po odbyciu 20 lat kary. Czy jednak tak się stanie? Wydaje się, że mogło by to być wielce kłopotliwe dla światowych liberalnych elit. Do tej pory żaden z polskich rządów, nawet tych odwołujących się tak często do antykomunistycznych tradycji, nie wystąpił na drogę dyplomatyczną by doprowadzić do uwolnienia Walusia. Media wydały na niego wyrok, określając go mianem „rasisty” i terrorysty. Polska opinia publiczna rzadko ma okazje usłyszeć o Walusiu, a jeśli już pojawiają się artykuły na jego temat są to zwykle schematyczne teksty opisujące go jako bezwzględnego rasistowskiego mordercę, którego należy się wstydzić. Ostrożność i polityczna poprawność partii i polityków głównego nurtu w podejmowaniu tematu uwolnienia Walusia zdaje się być oczywista. Występowanie o uwolnienie znienawidzonego przez demoliberalne elity antykomunisty byłoby dla nich kłopotliwe. Postawa Janusza Walusia i czyn, którego dokonał nakazują nam pamiętać o nim, gdy nie chcą pamiętać ci „antykomuniści”, którzy mogliby mu pomóc.
źródło: AN SW
o
1.2.12
Spotkanie autorskie księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
Mielecki Klub Gazety Polskiej zaprasza mieszkańców Mielca i powiatu mieleckiego na spotkanie autorskie księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego, podczas którego zostanie zaprezentowana jego nowa książka pt. "Nie zapomnij o Kresach".
Spotkanie odbędzie się 4 lutego o godz 16.00 w Samorzadowym Centrum Kultury w Mielcu, Al. Niepodległości 7, sala nr 1.
Spotkanie odbędzie się 4 lutego o godz 16.00 w Samorzadowym Centrum Kultury w Mielcu, Al. Niepodległości 7, sala nr 1.
o
30.1.12
Subskrybuj:
Posty (Atom)









